Najpierw zauważyła twarz.

Złocisty kontur zawieszony na łańcuszku: oczy, długi nos, spokojny wyraz. Przyjrzała mu się i odruchowo odgarnęła włosy, jakby już stała przed lustrem.

Przecież przyszła tylko popatrzeć.

Rano ubrała się jak zwykle. Ciemny sweter, te same kolczyki, torba z paragonem, który od tygodnia miała wyrzucić. Teraz pomyślała, że ten naszyjnik dobrze wyglądałby na tle swetra. Nie potrzebowałaby nawet zmieniać ubrania przed wieczornym wyjściem.

Otworzyła zdjęcie jeszcze raz.

Ta twarz kogoś jej przypominała.

Przechyliła głowę. Próbowała sobie przypomnieć, czy widziała podobny szkic na wystawie, czy może w albumie, który ostatnio przeglądała w księgarni. Sięgnęła po kawę i dopiero wtedy spojrzała na kubek.

Modigliani.

Portret towarzyszył jej niemal każdego ranka, a jednak dopiero teraz zauważyła to podobieństwo: wydłużone rysy, zaznaczony nos, spokojne spojrzenie. Przeniosła wzrok z porcelany na ekran.

Uśmiechnęła się do własnego odkrycia. Najwyraźniej od dawna wybierała podobne rzeczy, tylko wcześniej ich ze sobą nie zestawiała.

Kubek odstawiła na stół. Zdjęcia naszyjnika nie zamknęła.


Do białej koszuli też by pasował.

Przypomniała sobie tę z szerokimi mankietami, wiszącą gdzieś między marynarką a sukienką, którą koniecznie trzeba było oddać do skrócenia. Zaczęła nawet zastanawiać się, czy koszula jest wyprasowana.

To był chyba ten moment, w którym „tylko popatrzę” przestało być całkiem uczciwe.

Powiększyła fotografię naszyjnika z motywem twarzy. Obejrzała ułożenie łańcuszków, potem otworzyła kolejne zdjęcie. Sprawdziła wymiary i opis.

Lubiła wiedzieć, co kupuje. Miała już w szufladzie kolczyki piękne na zdjęciu, ale tak ciężkie, że zdejmowała je przed końcem kolacji. Od tamtej pory uważniej czytała szczegóły.

Przy tym naszyjniku zatrzymała się dłużej.

Z korytarza dobiegł dźwięk telefonu. Wiadomość od przyjaciółki.

„W sobotę kawa? I może ta wystawa, o której mówiłaś?”

Spojrzała na sweter. Potem na naszyjnik.

No właśnie. W sobotę.


Odpisała, że chętnie, i poszła dolać sobie kawy. Przy ekspresie znów przyjrzała się kubkowi.

Pamiętała, jak go wybierała. Otworzyła wtedy kilka zdjęć kubków z malarstwem Modiglianiego i przełączała między portretem Luni Czechowskiej a Leopoldem Zborowskim. Miała kupić jeden. Z drugim wróciła do niej myśl dopiero teraz.

Przyjaciółka też lubiła te portrety.

Na ostatniej wspólnej wystawie zatrzymały się przed jednym obrazem tak długo, że później musiały przejść przez dwie sale w pośpiechu. W muzealnym sklepiku przyjaciółka szukała reprodukcji, ale ostatecznie wyszła tylko z pocztówką.

Może więc kubek?

Mogłaby zabrać go w sobotę. Bez czekania na urodziny, bez bukietu i wielkiego wręczania prezentu. Po prostu: „Zobaczyłam i pomyślałam o tobie”.

Znała jej kuchnię. Kubek pewnie stanąłby na otwartej półce, obok niebieskiej cukiernicy. A właściwie częściej na biurku, między książkami i notatkami.

Otworzyła stronę Galerii Kasztanowej i odszukała portrety.

Tym razem wiedziała już, którego szuka.


Kawa znowu wystygła.

Zrobiła łyk i skrzywiła się lekko. Z kuchni dobiegł sygnał pralki, a na ekranie pojawiło się przypomnienie o czymś, co miała zrobić pół godziny temu.

Jeszcze przez chwilę siedziała przy stole.

W jednej karcie naszyjnik. W drugiej kubek dla przyjaciółki. Sprawdziła termin dostawy — chciała zdążyć przed sobotą.

Potem zajrzała do szafy.

Biała koszula była wyprasowana.

Related products

Comments (0)

No comments at this moment

New comment

You are replying to a comment

Dodano do ulubionych

Używamy plików cookies, aby zapewnić prawidłowe działanie sklepu, analizować ruch oraz dopasowywać treści do Twoich preferencji. Możesz zarządzać ustawieniami cookies w swojej przeglądarce.